Ara ararauna
Ara żółtobrzucha – Ara ararauna
Ara żółtobrzucha jest jedną z największych ar. Osiąga długość wraz z ogonem ok.90 cm. Kark, skrzydła i pióra ogonowe ma w kolorze niebiesko-turkusowym, brzuch w kolorze żółtym, a pióra na głowie nad dziobem w kolorze zielonym. Dziób jest czarny. Cechą charakteryzującą wszystkie gatunki ar są białe gołe policzki. U ary żółtobrzuchej policzki są porośnięte trzema rzędami małych czarnych piórek. Gdy ara jest zdenerwowana lub podniecona, to stroszy te piórka.
Ara żółtobrzucha zamieszkuje na wolności olbrzymie tereny północnej części Ameryki Południowej. Są to ptaki bardzo piękne i towarzyskie. W ciągu dnia żerują w niewielkich stadach lub parami. Późnym popołudniem zlatują się na drzewa noclegowe, skąd ich głośne wrzaski słychać daleko. Bywa, że w jednym miejscu nocuje nawet ponad 100 osobników. Piękny widok stanowi ara w locie. Rozpiętość jej skrzydeł wynosi ponad metr a lot ma spokojny i dostojny. Łatwo ją wtedy wypatrzyć, gdyż z reguły głośno wrzeszczy.
Okres lęgowy ar następuje w różnych porach roku ze względu na bardzo rozległy teren ich występowania. Z reguły samica znosi w dziupli wysokiego drzewa 2 do 4 jaj, w odstępach 2 - 3 dniowych i wysiaduje je sama przez 27 dni. Gniazdo opuszcza rzadko, jedynie aby się wypróżnić i dać samcowi pośpiesznie nakarmić. W czasie wysiadywania jaj i wychowywania młodych ary zachowują się cicho, aby nie zwracać uwagi drapieżników.
Wychowywanie młodych w gnieździe trwa około 80 – 90 dni. W pierwszych dniach życia karmione są przez samicę pokarmem z wola wstępnie przetrawionym, później karmione są przez oboje rodziców. Młode opuszczają gniazdo z dobrą umiejętnością latania. Są one jedynie nieco mniejsze od rodziców i mają krótsze ogony. Jeszcze przez wiele tygodni rodzice troskliwie opiekują się młodymi, dokarmiają je i uczą samodzielnego życia.
Ary żółtobrzuche chętnie trzymane są jako zwierzęta domowe, gdyż łatwo się oswajają i przywiązują do opiekuna. Są to ptaki inteligentne i skore do zabawy. Stosunkowo łatwo rozmnażają się również w niewoli. W odpowiednich warunkach dobrze dobrana para, która raz zacznie lęgi, wychowuje swoje młode regularnie przez wiele lat.
Również i ja nie potrafiłam się oprzeć urokowi tych dużych papug. Mamy w domu parkę tych ar. Samczyk Ares jest u nas od dwóch lat. Był dziki i bardzo opornie się oswajał, choć był ptakiem kilkumiesięcznym, gdy u nas zamieszkał. Oczywiście już od dawna niczego się nie boi, ale nie zawsze daje się głaskać i zawsze trzeba uważać na jego mocny dziób; delikatnie obchodzi się jedynie ze swoją rok młodszą samiczką Arą. Gdy kupiliśmy Arę, to najpierw umieściliśmy ją w oddzielnej klatce w innym pomieszczeniu, aby się z nami nieco oswoiła. Po miesiącu, jak już trudno było wytrzymać nawoływanie się dwóch ar, zdecydowałam się je połączyć. Ustawiłam w pokoju klatki z arami blisko siebie. Obie żywo zareagowały na swój widok prostując się, lekko odchylając skrzydła od korpusu, źrenice ich na przemian zwężały się i rozszerzały, i wydawały z siebie pełne podziwu „raaa”. Po dwóch godzinach otworzyłam drzwiczki obu klatek, aby ptaki mogły się odwiedzać. Ara nie wpuszczała Aresa do swojej klatki, ale po pewnym czasie przeszła do niego. Wcale nie ze względu na jego wdzięk osobisty, lecz spodobały się jej jego zabawki. Przez kilka kolejnych godzin ptaki już we wspólnej klatce były ciągle nieufne w stosunku do siebie i trzymały się na dystans strasząc rozwartymi dziobami i głosem. Ciągle nie wiedziałam czy mogę je zostawić razem bez nadzoru, ale na szczęście wieczorem Ares zaczął karmić Arę i już wiedziałam, że nie zrobią sobie nawzajem krzywdy.
Mieliśmy dużo szczęścia, że ptaki zaakceptowały się natychmiast. Mogło się zdarzyć, że nadal mielibyśmy dwie ary w oddzielnych klatkach. Dlatego też bardzo zależało nam na tym, aby zestawić parę w jak najmłodszym wieku. Ptaki tak inteligentne z wiekiem coraz trudniej akceptują nowego partnera zwłaszcza, gdy zbytnio przyzwyczają się do opiekuna.
Bardzo ciekawa jest obserwacja zachowania naszych ar. Często karmią się wzajemnie, czyszczą pióra, czochrają się po karku – w ciszy, natomiast pośród głośnego dokazywania zaczepiają rozwartymi dziobami, odpychają się łapami siedząc na żerdziach lub wisząc na suficie klatki zaczepione każda na jednym pazurze. Śmiesznie biegają też po piasku na dnie klatki, gonią się, przewracają. Ares leży wtedy na skrzydłach z łapami w górze a Ara biega wokół niego, przydeptuje mu ogon i włazi na niego. Ares bardzo lubi taką pozycję, leży sobie tak, przebiera długimi palcami i rozgląda się za Arą. A ona już jest na górze, bo znudziła się zabawą. Ara jest bardziej inteligentnym ptakiem niż Ares. Już po miesiącu wiedziała gdzie są i jak się otwierają wszystkie drzwiczki w klatce. Dlatego na klatce wiszą cztery kłódki.
Raz zapomniałam zamknąć drzwiczki na kłódkę po zmianie wody. Wyszłam z psem na krótki spacer. Jak wróciłam zastałam w pokoju istne pobojowisko.
Pewnie Ara otworzyła z brzdękiem drzwiczki, wydała z siebie radosne „raaaa” ... i droga na wolność była otwarta. Ptaki zrzuciły ze stojaka palmę – moją ulubioną i rozbiły doniczkę, pozrzucały z komody i potłukły szklane bibeloty, poszatkowały paprotkę jak na sałatkę.
Arę zastałam na fotelu bujanym, a Ares poturbowany siedział już na klatce. Ares nie ma wprawy w lataniu w ciasnym pomieszczeniu, prawdopodobnie urodził się na wolności; wystarczy że machnie dwa razy skrzydłami i już ma przeciwległą ścianę przed dziobem, a awaryjne lądowanie nie zawsze bywa miękkie. Dla bezpieczeństwa ptaków i domowych sprzętów niestety nie możemy wypuszczać papug z klatki. Niedługo dostaną wolierę o powierzchni 1m x 2m w rogu pokoju, ale jest to ciągle zbyt mało dla tak dużych ptaków, tak chętnie fruwających. Ary powinny być trzymane w dużej wolierze zewnętrznej o powierzchni co najmniej 20m² połączonej z wolierą wewnętrzną, gdzie mogłyby się schronić przed mrozem i upałem.
Inaczej w mieszkaniu zachowują się ary bardzo oswojone, które zostały ręcznie wykarmione przez człowieka. Mieszkanie przemierzają raczej na piechotę, spacerując pokracznie po podłodze. Często nie mają też innego wyjścia, gdyż z reguły właściciele przycinają im lotki, aby nie mogły fruwać ... i odfrunąć.
Ary bywają niestety bardzo hałaśliwe, a zwłaszcza ary osamotnione i znudzone. Należy to wziąć pod uwagę, gdy chcemy trzymać arę w mieszkaniu w bloku. Decyzja zakupu ary powinna być bardzo dobrze przemyślana. Stanie się ona naszym domownikiem na długie lata. Ara ze względu na swe imponujące rozmiary i bardzo mocny dziób wymaga obszernej i mocnej klatki z żerdziami z twardych, grubych gałęzi drzew gatunków nie trujących (klon, buk, dąb) o średnicy ok. 8 – 10 cm, o które ary ścierają sobie pazurki i dziób. Osobiście żerdzie dokładnie szoruję przed włożeniem do klatki i wymieniam co kilka tygodni. W klatce zamocowałam dwie miseczki metalowe – na świeżą wodę i pokarm - tak, aby nie mogły ich zrzucić. Ary nasze karmimy głównie granulatami Pretty Bird i bardzo je sobie chwalimy. Po przestawieniu ptaków na granulaty zauważyłam już po kilku tygodniach wyraźną poprawę ich upierzenia, co jednoznacznie świadczy, że są prawidłowo odżywione. Nie śmiecą też łuskami ziarenek, a wyrzucone z klatki granulki zjada pies. Jako smakołyki papugi dostają z ręki owoce, orzechy włoskie (w czystej łupinie), laskowe, brazylijskie.
Ary, gdy są zdrowe i nie śpią, to cały czas są czymś zajęte. Aby się nie nudziły dajemy im świeże gałązki do dziobania, drabinki i zabawki drewniane, liny bawełniane powiązane w supły, wieszamy kółka metalowe itp. Ara, gdy się nie nudzi, to rzadko wrzeszczy, a gdy wrzeszczy, nie biegniemy uciszać ją smakołykiem, gdyż szybko to skojarzy i będzie wrzaskiem stale się ich domagać.
Każdy kto nas odwiedza oczywiście pyta czy ary mówią. Zdolność „mówienia” u papug jest cechą osobniczą. Niektóre ptaki są bardziej uzdolnione, inne mniej. Jednak ary wymawiają nauczone słowa dość niewyraźnie, „papugowato”. My wiemy, że znaczy to: „dać”, „dobre” , „Ara”, „puga” (skrót od papuga) itp. Kojarzą słowa z sytuacją. Ares karmiąc Arę mówi, że „dobre”; jak pytam groźnie „kto się tak drze?”, to odpowiadają czasem „puga”, ale na wiele więcej ich nie stać. Nie zależy nam też specjalnie na takich popisach, gdyż mają one inne cechy, którymi potrafią nas ująć za serce i odwzajemnić nasze starania stworzenia im nowego domu.
Jest jeszcze jedna bardzo ważna sprawa, jaką chciałabym poruszyć na koniec. Ary należą do gatunków zwierząt, którym grozi wyginięcie, podobnie jak większości gatunków papug. Kilka gatunków tych pięknych ar już wyginęło, a o ich istnieniu świadczą zachowane eksponaty w muzeach, pochodzące z wypraw podróżniczych z XIX wieku i początku XX. Środowisko naturalne zamieszkiwane przez ary ulega stałemu zmniejszaniu poprzez wyrąb lasów tropikalnych. Zbyt wiele ptaków jest też odławianych w celach handlowych. Ara żółtobrzucha zapisana jest w drugim załączniku do Konwencji Waszynktońskiej. Jeżeli mamy taką możliwość starajmy się pozyskać arę pochodzącą z hodowli i możliwie młodą. Młodego, kilkumiesięcznego osobnika poznamy po ciemnej tęczówce (nie źrenicy, która zawsze jest czarna). Z reguły ptak hodowlany ma na nodze zamkniętą obrączkę z numerem hodowcy i rokiem urodzenia. Obrączkę taką można założyć papudze jedynie, gdy jest ok. 2-tygodniowym pisklęciem, potem noga jest za duża, aby wsunąć obrączkę. Obrączka zamknięta jest też jedynym dowodem na wiek ptaka dorosłego.
Gdy po kilku miesiącach ara nasza już się z nami oswoi, postarajmy się dokupić jej „żonę” lub „męża”. Druga ara oswaja się już znacznie szybciej, bo naśladuje zachowanie oswojonej i szybko przekonuje się, że nic jej z naszej strony nie grozi. Bardzo ciekawa jest też obserwacja pary ar. A może w przyszłości będziemy mogli zapewnić im wolierę i zechcą u nas wychować swoje młode ...? A może okoliczności zmuszą nas kiedyś do oddania ptaków (najlepiej doświadczonej osobie), to lepiej zniosą one rozstanie, gdy będą razem.
Dziękuję, że dobrnęli Państwo do końca mojego artykułu. Mam nadzieję, że udało mi się nieco przybliżyć Państwu ptaka jednego z piękniejszych jeszcze żyjących w naturze. Może zapragnęli Państwo również posiadać takiego domownika. Jest to papuga piękna i inteligentna, dzięki swej mądrości stosunkowo szybko się oswaja, choć prawdziwą „przytulanką” może być chyba jedynie ara odchowana ręcznie.
Z perspektywy czasu stwierdzam, że ara nie nadaje się do trzymania w mieszkaniu, gdyż nie może tam fruwać. A papugi muszą mieć możliwość fruwania. Na pewno też nie jest to papuga dla osoby mało doświadczonej.
Czytaj też: Ara w mieszkaniu
Ara i Ares 
Smutny finał:
Ares zaczął nam chorować na grzybicę worków płucnych. Zostało to potwierdzone zdjęciem rentgenowskim. Leczyłam go długo i wytrwale ... aż ustąpiły objawy.
Niestety radość była krótka. Zaczął pomału chudnąć, stawał się apatyczny. Już nie był tym radosnym ptakiem, rozbawionym i rozrabiającym z Arą jak "pijane zające" z dzikimi wrzaskami radości. Rutynowe badania niczego nie wykazały. Dogadzanie mu jego ulubionymi smakołykami i "tuczenie" orzechami brazylijskimi nie dawało rezultatu. Po kilku miesiącach zaczęła go boleć noga; ból nie ustępował. Kolejne prześwietlenie niczego nie wykazało, natomiast badanie krwi wykazało zanik pracy nerek. ... Kilka dni później ... zszedł w nocy ze swojego patyka na podłogę i ... dokonał swego ptasiego, krótkiego żywota.
Sekcja nie wykazała żadnego schorzenia oprócz chorych nerek, nawet grzybica worków płucnych była zaleczona, nieaktywna. Choroba jego była prawdopodobnie uwarunkowana genetycznie. Kilka miesięcy później doświadczony hodowca ar spotkany na wystawie ptaków w Niemczech stwierdził, że przyczyną choroby Aresa był długotrwały stres związany z trzymaniem ptaków tej samej płci w jednej klatce.
Sekcja wykazała, że Ares był samiczką ...
Została nam Ara, bardzo przygnębiona, bez radości do życia, bała się zejść na podłogę woliery do misek z wodą i pokarmem, gdzie wcześniej leżał Ares. Powiesiłam więc miski wysoko, dogadzałam jej, pocieszałam. Po kilku dniach jej stan psychiczny zaczął się poprawiać, bawiła się już nową zabawką, stawała się coraz weselsza. Jednak nadal nie schodziła na dno woliery. Zastanawiałam się czy szukać dla niej samczyka czy sprzedać do niedawno "owdowiałego" samczyka. Pomyślałam, że chyba lepiej będzie dla niej, gdy zmieni otoczenie i wolierę. I tak też się stało.
Niestety nie potrafiła zaakceptować nowego miejsca, nowy samczyk nie był dla nie łaskawy, gonił ją po wolierze. Po miesiącu wróciła do nas, sama weszła z transportówki do swojej starej klatki, wyraźnie zadowolona.
Po kilku dalszych miesiącach zachorowała. Co zjadła, to zwróciła. Pojechałam z nią na prześwietlenie na Akademię Rolniczą we Wrocławiu. Tak ją znieczulili, że ... zabili.
Sekcja wykonana natychmiast nie stwierdziła chorych narządów ani bakterii. Miała jedynie zielonkawy śluz w całym przewodzie pokarmowym. Nie wiadomo skąd i dlaczego.
A mówią, że ary żyją kilkadziesiąt lat ...
Joanna Jeziorek