Czarna statystyka
Bardzo mną wstrząsnęło, gdy zdałam sobie sprawę ze skali zjawiska. Na podstawie kilku rozmów z moimi klientami doszłam do wniosku, że ponad połowa papug oferowanych przez sklepy zoologiczne i handlarzy jest chora i nie przeżywa u swoich nowych właścicieli nawet kilku tygodni. Wysłuchałam kilku dramatycznych opowieści o próbach ratowania nowego skrzydlatego przyjaciela i morzu łez wylanych po jego stracie. Ludzie wydali naprawdę niemałe pieniądze na zakup średniej papugi jak np. żako czy amazonki i po kilku tygodniach szybko szukają następnej, bo dzieci płaczą, a klatka w pokoju kłuje w oczy swą pustką ...
Nie wiem jak temu zaradzić. Służby weterynaryjne problemu nie widzą. Ustawodawcy też jakoś nie spieszno w wydawaniu aktów wykonawczych do nowej ustawy - i egzekwowaniu ich. Dobrych hodowców papug w Polsce jak na lekarstwo. A gdy jest popyt na duże papugi, to oferent zawsze się znajdzie. Jest na giełdach dużo papug z importu. Z reguły trzymane są w fatalnych warunkach - poranione i chore. Podobno nawet są faszerowane lekami, aby tylko jakoś przeżyły kolejną giełdę. Potem niech się już następny martwi, byle "kasa grała". Nie ma wielu lekarzy weterynarii w Polsce, którzy potrafiliby zdiagnozować chorobę i leczyć papugi. Nie mają podstawowego sprzętu w lecznictwie papug jak np. aparat rentgenowski i urządzenie podające gaz usypiający - konieczne do uśpienia papugi podczas prześwietlenia. Zastrzyki usypiające mogą wywołać zapaść u papugi i na Zachodzie raczej nie są stosowane.
Papugi też nie ułatwiają leczenia. Jako ptaki stadne do ostatniej chwili skutecznie maskują objawy choroby, gdyż w stadzie chore osobniki są natychmiast eliminowane. Ptaki trzymane w niewoli praktycznie tracą szansę na ratunek, bowiem objawy choroby niedoświadczeni właściciele zauważają zbyt późno.
Zaradzić nie potrafię, ale zapraszam na stronę na temat zakupu papugi oraz proponuję Państwu współredagowanie tej strony. Będę zamieszczała na niej Państwa krótkie smutne opowieści na temat utraty papugi zakupionej już chorej, która żyła w Państwa rodzinie nie dłużej niż kilkanaście tygodni.
Na początek doświadczenia moje własne i moich znajomych:
1/ kupiłam na giełdzie we Wrocławiu rozellę białolicą - żonę dla mojego Kokuńka. Niecierpliwa, już na trzeci dzień wpuściłam ją do jego klatki. Nie bardzo się polubiły, Kokuniek był już starym kawalerem, ciągle ją gonił, więc nie zauważyłam, że ona słabnie, że dostała biegunki. Kokuniek zaczął się nią wtedy opiekować, czyścić jej piórka i karmić ją nawet jak nie miała już siły, aby siedzieć na patyku. Padła nam w drodze do lekarza. Cudem udało się nam uratować naszego samczyka, który zaraził od samiczki salmonelozą.
2/ kupiłam na giełdzie we Wrocławiu cztery młode nierozłączki czarnogłówki. Na drugi dzień jedna padła i okazało się, że pozostałe też były chore (siedziały niemrawe i napuszone). Podejrzewałam, że są przeziębione, gdyż kupiłam je w mroźny dzień. Receptę na antybiotyk wypisała mi moja szwagierka, która jest pediatrą (tak na marginesie: świetnie leczy moje papugi). Lek mocno rozcieńczony podawałam papużkom strzykawką do dzioba trzy razy dziennie, trzymałam je w cieple pod żarówką. Po dwóch dniach ciągle nie było poprawy, więc podwoiłam dawkę ... wyzdrowiały i trzy odratowane ptaki żyją do dziś.
3/ znajoma kupiła na giełdzie we Wrocławiu papugę górską - inwalidkę - miała zniekształcone nóżki i ledwo na nich siedziała, ale rodzina ją polubiła - ze wzajemnością. Radość była krótka, bo w ciągu tygodnia papużka padła najprawdopodobniej na salmonelozę.
4/ pan spod Warszawy kupił w sklepie zoologicznym młode żako, wnet padło; kupił drugie młode żako; pomimo najlepszej opieki weterynaryjnej, po miesiącu podzieliło los pierwszego. Pan weterynarz zgodził się pójść po zakup trzeciego ptaka i poradził kupno dorosłego ptaka z odłowu, ponieważ - jak stwierdził - ptak, który tyle już przeszedł i żyje, to będzie żył. I na szczęście już od roku jest u rodziny spod Warszawy. Opowiada się tą historię szybko, ale ile łez wylały dzieci w tej rodzinie opłakując swoich pupili i ile pieniędzy ten pan wydał ... Po wyjściu ze sklepu pan weterynarz stwierdził, że połowa ptaków jest tam chora.
5/ znajomy hodowca przyznał mi się kiedyś, że średnio co druga papuga, jaką kupował w celu zestawienia par amazonek i żako, w krótkim czasie mu padała
6/ pani spod Wrocławia kupiła wymarzone młode żako. Przyjęli ptaka na członka rodziny i pokochali. Ptak się zadomowił i zaczął mówić pierwsze słowa. Padł po trzech tygodniach. Kilkuletnia córka bardzo mocno przeżyła wiadomość, że ptak jest chory - do dziś nie wie, że nie żyje, myśli, że był leczony. Sekcja wykazała, że ptak miał kilka przewlekłych chorób i był bardzo wychudzony już od kilku miesięcy. Pani gorączkowo szuka młodej żako, ale z gwarancją, że będzie żyła... W zakupie pośredniczyła znajoma właścicielka sklepu zoologicznego i papugę kupiła podobno u handlarza w Gliwicach. Znajomy hodowca ze Śląska potwierdził mi, że w tym czasie kilka osób zgłaszało się do niego z prośbą o sprzedanie żako, gdyż właśnie im padł ptak, którego kupili u handlarza ... w Gliwicach.
7/ nimfa jednego pana zaraziła się salmonelozą po zjedzeniu "smakoszki" (posklejane ziarno na patyku). Ledwo udało się ją uratować; powikłania choroby już zawsze będą jej dokuczać.
8/ jesienią kupiłam kilkuletnią parkę żako. Ptaki te pochodziły z odłowu i mieszkały już kilkanaście miesięcy w Warszawie. Na początku samczyk raptownie osłabł, zawiozłam go natychmiast na Akademię Rolniczą do doświadczonego lekarza. Następnego dnia ptak już nie żył. Sekcja zwłok wykazała, że długo chorował - prawdopodobnie od kwarantanny w Europie - niemal wszystkie narządy miał chore, a zwłaszcza wątrobę, mięśnie aż żółte, narośla na mózgu... Czy cierpiał ? Jak długo ? Gdy opowiedziałam to znajomemu belgijskiemu hodowcy, to powiedział, że sama sobie jestem winna: odłowów nie kupuje się ! ... i miał rację.
9/ niedawno pani z Wrocławia z trudem uzbierała sumę pieniędzy na wymarzone żako. Jej znajoma - właścicielka sklepu zoologicznego obiecała jej załatwić młode żako od hodowcy. Ptak był młody, u hodowcy (czytaj: handlarza) też był jakiś czas, ale urodził się jako wolny ptak w dalekiej Afryce. Dała się namówić na zaproszenie lekarza do papugi. Ptak okazał się chory: miał bakterie w kale, zaczęła mu też dziwnie główka opadać, a na co jeszcze chorował to nie zostało jeszcze zbadane. Na szczęście udało się oddać ptaka; na szczęcie dla tej pani, a jaki los ma ten młody ptaszek już zaprogramowany ?
10/ sklep w Poznaniu kupił sobie pisklę do ręcznego karmienia. Młodziutka kakadu padła na grzybicę - zanim zdążyła się usamodzielnić. Sklep pełen ludzi, zwierząt, bakterii - nie jest miejscem dla delikatnego pisklęcia.
11/ inny sklep w Warszawie też kupił sobie kakadu do ręcznego karmienia (podobno z ZOO). Ptak jakoś przeżył te "eksperymenty" (z oznakami niedożywienia), ale już pół roku temu powinien się był usamodzielnić a on ciągle musi być dokarmiany. Tak, to też bywa problemem. ...
Minęło kolejne pół roku: kakadu dalej sama nie je, weterynarz kazał głodzić ptaka, aby sam zaczął jeść. Ptak jest więc teraz skrajnie niedożywiony, wychudzony, zaczął się pierzyć, ale nowe pióra już nie wyrastają, goła skóra pokryta jest żółtymi strupkami, która ptak rozdrapuje. Już się nie odzywa, czuba nie stawia, siedzi osłabiony ... powoli umiera. Moja klientka - miłośniczka ptaków spod Warszawy - jakiś czas temu z litości oferowała za tego nieszczęśnika aż 6.000,-zł, ale sklep żądał 7.500,-. Niedługo potem kakadu padło.
12/ pan z Poznania kupił pisklaka żako i starał się odchować ręcznie. Po 2-3 tygodniach padło, sekcja wykazała salmonelozę i silną infekcje bakteryjną. Pewnie "zapomniał" o higienie. Nie miał bladego pojęcia jak się opiekować pisklęciem. No bo skąd - taką wiedzę nabywa się miesiącami, latami i tak nie wszystkie pisklęta możne uratować nawet doświadczony w ręcznym odkarmianiu hodowca, wyposażony w sprzęt naszpikowany elektroniką i dysponujący różnymi specyfikami.
13/ pani z Olsztyna kupiła w Warszawie pisklę kilkunastotygodniowe. Dość krótko udało jej się utrzymać je przy życiu. Nic dziwnego - szalenie trudno wykarmić pisklaka, a zwłaszcza laikowi, choćby miał najlepsze intencje.
14/ rodzina kupiła w piątek młodziutkie żako w tym samym sklepie w Warszawie. W niedziele wieczorem dostałam maila z informacją, że ptaszek od piątku nic nie jadł, siedzi niemrawy i co chwilę zasypia; co robić?! W poniedziałek ok. południa już nie żył. Pewnie ptaszek ten jeszcze nie potrafił jeść samodzielnie, do tego stres ze zmianą miejsca ... i z głodu padł.
15/ pewna Pani ze Śląska kupiła pisklę afrykanki senegalskiej. Hodowca wyjął z budki szczęśliwe ptasie dziecię ... i oddał na pewną śmierć. Po dwóch tygodniach ptaszek już nie żył. Co ciekawe - pani ta nie widzi winy u siebie, twierdziła, że to hodowca sprzedał jej na pewno chorego ptaszka. Na moje pytanie jak sprawdzała temperaturę pokarmu, powiedziała "... no tak na oko". Pewnie oparzyła maluchowi wole... Szukała następnego pisklęcia do ręcznego karmienia.
Nie myślałam, że w Polsce istnieje ten problem: sklepy i hodowcy oferują nie usamodzielnione pisklęta. To jest mordowanie piskląt rękami nowych, nieświadomych właścicieli. Biznes jest biznes. Zgroza!
Proszę opowiedzcie Państwo swoje nieszczęścia. Może zbiór tych smutnych opowiadań kogoś wreszcie pchnie do działania i zapewni prawną i weterynaryjną opiekę tym inteligentnym i pięknym stworzeniom, które pomimo ratyfikowanej przez Polskę Konwencji Waszyngtońskiej o ochronie gatunków zagrożonych, padają w Polsce jak muchy, nierzadko po cierpieniach i w cierpieniach. Przecież papugom grozi wyginięcie. Chrońmy je, a nie zabijajmy !
Nie kupujmy nigdy papug z odłowu! Nie kupujmy nigdy papug nie w pełni samodzielnych!
Choćby miały nie wiem jak atrakcyjną cenę ! Nie ma okazji w kupnie zwierząt ! Kto tak twierdzi, ten sam sobie winien jak kupi chorego ptaka.
Joanna Jeziorek